BMW M6 pod młot i siekierę – protest w Genewie
W halach genewskich Palexpo producenci dwoją się i troją, wydają grube pliki euro, aby zaprezentować godnie swoje najnowsze modele, a tymczasem przed głównym wejściem właściciel tego BMW M6 coupe, za pomocą młota i siekiery demoluje własne auto warte ponad 300 tys. zł w akcie protestu przeciw złej jakości i niefachowej obsłudze serwisu.
Pan w średnim wieku, który nie wygląda ani na osobę biedną, ani niezrównoważoną, podobne publiczne przedstawienie ze swoim samochodem w roli głównej urządził wcześniej przed głównym wejściem do hal IAA we Frankfurcie. Obiecuje też powtórzyć je przed Bundestagiem w Berlinie. W Genewie pechowy właściciel M6, irański biznesmen Pourmohseni Hadi, zaplanował performance na 6 marca, w dniu prasowym, natychmiast więc zbiegli się dziennikarze, operatorzy i fotograficy, a scena egzekucji biednej „emki” już kilka minut później, jak wirus, zalała Internet. Samochód oklejony był informacją w kilku językach o proteście przeciw złemu traktowaniu klientów przez BMW. Właściciel kupił auto w roku 2008 w salonie we Włoszech i od sześciu lat narzeka na tajemnicze wibracje, stuki i szarpania podczas zmiany biegów. Samochód trafił do kilku serwisów we Włoszech, ale usterki nie udało się usunąć. Napisał też list do producenta w Bawarii, który – jak twierdzi – zignorował pismo, pozostawiając je bez odpowiedzi.
Sfrustrowany pechowiec zdążył naprawić M6 po demolce we wrześniu przed halami IAA i kontynuuje serial w Genewie, obiecuje też wizytę przed Mondial de l’Automobile 2014 w Paryżu. Dziwny i kosztowny sposób zwrócenia na siebie uwagi.
Przed Palexpo natychmiast pojawił się policjant na motocyklu, który wszystkich z komórkami i kamerami poinformował o zakazie fotografowania i filmowania, w krótkich słowach ucinając protesty dziennikarzy: „Ja tu decyduję! Dlaczego? Bo to szczególna sytuacja!” Każdego, kto jeszcze nie poznał szwajcarskiej policji, możemy tylko ostrzec – „szczególna sytuacja” w ustach szwajcarskiego stróża prawa może oznaczać sąd kantonalny i karę kilku tysięcy franków. Na szczęście pan władza nie rekwirował kamer i telefonów.


