Nasz profil na Facebook.com - polub nas

Odwalcie się od blondynek

motostork

Uwielbiam Blondynki pisane z wielkiej litery. Na złość zakompleksionym mizoginom, powtarzającym suchary blonde jokes, przetłumaczone z amerykańskich witrynek dla bezrefleksyjnych przygłupów. 

 

Mit baby za kierownicą wykreowali zawistnicy, którym wydaje się, że w ich siermiężny, zamknięty motoświatek wdziera się ktoś mniej godny dorzynania samochodów. Dowodów na to, że tak nie jest, a słowo „niewiasta” nie pochodzi od „nie wiedzieć”, znalazłoby się mnóstwo, wybrałem jednak tylko trzy kobiety, z którymi lepiej zgubić, niż znaleźć z całym rozplotkowanym klubem strongmanów.

Pierwsza pojawiła się w redakcyjnym pokoju „Dziennika” jako licealistka, wraz z grupą rówieśników, przekonanych, że zawód dziennikarza wart jest godzin spędzanych z przemądrzałym redaktorem i wysłuchiwania krytyk, które dziś uznałbym za niezbyt konstruktywne. Okazała się na tyle twarda i nie mniej umotywowana niż G.I.Jane, aby wraz z całą grupą redagować przez wiele miesięcy cotygodniową kolumnę złożoną z tekstów „Adeptów”. Miłe wspomnienie, dowodzące, że nawet kulawy i niedowidzący przewodnik może pełne entuzjazmu dzieciaki poprowadzić po przygodę. Stało się bowiem tak, że dziś trójka spośród „Adeptów” sprawdza się jako redaktorzy w poważnych, ogólnopolskich tytułach, a czwarty jest rzecznikiem prasowym w jeszcze poważniejszej instytucji. A Blondynka? Z wielkiej litery Blondynka – drobna, na pierwszy rzut oka nieśmiała, dobrze wychowana, wsłuchująca się w rozmówcę i otwarta, nie była wcale taka nieśmiała. Poruszała się z fasonem Citroenem 2CV, miała więc dobry gust. Jak przyznała – częściej awaryjną Cytrynką stała niż jeździła. Może dlatego była za pan brat z tematyką, uchodzącą za domenę facetów – techniką i motoryzacją, o której uwielbiała gawędzić. Dzięki otwartej głowie radziła sobie z komunikacją w trzech językach, a czwartym, jak przyznała, nauczyła się posługiwać na urlopie, dla włoskiego instruktora nurkowania. Kiedy pod koniec lat 90 zamieniłem pracę w dzienniku na motoryzacyjny miesięcznik, poprosiłem miłośniczkę Citroenów o objęcie cyklicznej rubryki i funkcji felietonistki. Dała radę, a jakże! A dziś jest w tym opanowanym przez facetów magazynie sekretarzem redakcji. Ależ się cieszę, że mogłem obserwować początki Twoich dziennikarskich poczynań Karolino.

Druga blond osobowość spadła jak gwiazda. To była rodząca się super-nowa. Jeździła wtedy Firebladem po Warszawie w kolorowym kasku i kombinezonie. Kiedy zaczęła w naszym miesięczniku pisać felietony, była jeszcze studentką i twarzą jednego z ciekawszych telewizyjnych programów motoryzacyjnych. Określenie „być twarzą” po pierwsze sprowadzało ją do roli prezenterki, po drugie utrwalało stereotyp ładnej blondynki, czytającej z promptera. O tym, że reprezentowała sobą znacznie więcej, świadczy jej dalsza droga zawodowa. Była… nadal jest uparta i ambitna. Odczułem to na własnej skórze, kiedy ścieraliśmy się o deadline’y kolejnych felietonów. Rozciągała czas do granic możliwości i broniła swojej niezależności jak lwica. Cóż, nie miałem łatwo – nigdy jako naczelny nie nagadałem się tyle o nienapisanym jeszcze tekście. Kochała rywalizację – już jako 17-latka miała pierwszą sportową licencję kierowcy wyścigowego, potem dorzucała kolejne do kolekcji. Postanowiła przejechać jako pierwsza Polka rajd Paryż-Dakar. I dokonała tego. Pamiętam umorusaną, spłakaną twarz, wyczerpanej do omdlenia Martyny. Ale dokonała tego. Kręciła fajerką wytrwalej niż wielu facetów w najodważniejszych snach. Potem pojechała z sukcesem w Rajdzie Transsyberia. Przeskoczyła z czterech kółek w buty z wibramem i wlazła na najwyższe szczyty siedmiu kontynentów, zdobywając Koronę Ziemi.
Dziś ma fantastyczny program o zakręconych, jak ona, kobietach na krańcach świata, który obowiązkowo oglądamy z żoną. Kieruje też polską edycją National Geographic oraz National Geographic Traveler. Pisze, redaguje, wydaje, wychowuje. Jak Ty to robisz Martyno?

Trzecia Blondynka już na zawsze kojarzyć mi się będzie z samymi niecodziennymi miejscami. Nie traciła fasonu i przy moście do ogrodów cesarskiego pałacu w Tokio, i we wnętrzu pokazywanego po raz pierwszy dziennikarzom Maybacha, i w amerykańskim woody-vanie na malowniczej nadmorskiej trasie California State Route 1. Przesympatyczna, bezpośrednia i konkretna. Zawsze ciekawa technicznych i rynkowych szczegółów, skupiona i kompetentna. Pytała w dwóch językach, o to, co wielu chciałoby wiedzieć, ale wstydziło się zapytać. Skończyła studia politechniczne, więc idzie ścieżką własnych zainteresowań. Dziś jest szefową motoryzacyjnego newsroomu wielkiego koncernu medialnego. Zadanie trudne, bo media czeka przewrót na miarę rewolucji czasów Gutenberga, dotarcie do odbiorców poprzez szybką jak błyskawica sieć oraz pozyskanie zaufania internetowych społeczności. Dobrze jednak, że powierzono te zadania kobiecie, która od lat bez trudu i z klasą porusza się w branży, zachowując dystans do wszelkich kryzysów, impasów i pokus, którym faceci zwykle poddają się łatwiej.
Lubię nieczęste ostatnio rozmowy z Tobą Ewo, właśnie ze względu na ten szerszy niż cztery ściany redakcji horyzont.

Życia nie można rozmieniać na drobne panowie. Pogawędki o jakiejś „nieporadnej babie”, które dziś mają podnieść wasze ego, jutro zemszczą się na was i wrócą rykoszetem – straconym czasem, zaufaniem, talentem zagrzebanym gdzieś po drodze. I co wam zostanie, kiedy odpadniecie już w fazie kwalifikacji, jak Piotrek Żyła – marudzenie na Fejsbuku. Takich Blondynek jest znacznie więcej wokół. Odwalcie się od wszystkich i zajmijcie sobą.

 

Robert Szczerbaniak
rys. Jakub Wiejacki

motostork

motostork

Artykułów: 41

W motoryzacji od 1997 roku. Tworzę, zmieniam, poprawiam media. Najpierw papierowe "Auto dziś i jutro", które zatrzęsło kioskami i klubami fanów marek na przełomie wieków, potem "Auto Moto", dojrzalsze, sprzedawane nawet w 130-tysięcznych nakładach. Po drodze, już w XXI wieku, kilkadziesiąt wydań pism dla kierowców Hond, Subaru, Jeepów, Dodge’ów i Kii. W końcu portale i media elektroniczne. Wszystko wokół czterech kółek.

Komentarze:

Inne artykuły w tym dziale:

Układ chłodzenia w samochodzie jest niezwykle ważny. Jeśli ulegnie awarii możne prowadzić do bardzo poważnych uszkodzeń silnika lub generalnego remontu naszego samochodu. Z czego się składa? Termostat, pompa wodna, chłodnica i nagrzewnica to podstawowe elementy tego układu. Ale co jeśli ten najważniejszy – termostat – ulegnie awarii? Jak zatem rozpoznać awarię termostatu i co można […]

Komentarzy: 0 skomentuj »