Nasz profil na Facebook.com - polub nas

A imię jego… Kona

Michał Mikulski

Wkrótce zostanie oficjalnie zaprezentowany subkompaktowy Hyundai Kona. Brzmi to w naszym języku odrobinę niefortunnie, podobnie jak po rosyjsku Maserati Ghibli (гибли – ginęli, polegli). Czy źle kojarząca się nazwa może zagrozić sprzedaży modelu na jakimś rynku?

Zapytaliśmy szefową PR Hyundai Motor Poland – Katarzynę Kaszubkiewicz, czy w polskim przedstawicielstwie Hyundaia nazwa KONA wzbudziła kontrowersje podobne, jak niegdyś Ghibli wśród sprzedawców Maserati w Rosji. Okazuje się, że nazwa pisana do tej pory wersalikami wcale nie skojarzyła się źle. Być może słowo to w XXI-wiecznej polszczyźnie wychodzi powoli z powszechnego użycia, zastępują je inne, mniej archaiczne i nie budzi czarnych skojarzeń. Nie protestowano więc, uznając, że nazwa będzie odebrana jako neutralna. Polacy mieli jednak mniejszy problem niż Portugalczycy i Brazylijczycy, gdzie słowo „cona” jest po prostu wulgarnym określeniem kobiecych narządów płciowych. Na tamtych rynkach nowy model zmieni nazwę na Hyundai Kauai (to – podobnie jak Kona – nazwa regionu Hawajów). Czy Kauai byłoby lepszym imieniem dla SUV-a w polskich salonach?

Historia marketingowych faux pas pełna jest przykładów ze świata motoryzacji. Świetnie brzmiąca w krajach anglosaskich nazwa Toyota MR2, przeczytana przez Francuza wywołuje salwę śmiechu – emmerdeur znaczy bowiem „gówniany”. We Francji i Belgii w salonach pytajcie więc o Toyotę MR. Bywają i drastyczniejsze przykłady wpadek. Mazda Laputa, auto produkowane w latach 1999-2006, kojarzyłaby się w rejonach hiszpańskojęzycznych jednoznacznie ze słowem „dziwka”. I nie pomaga tłumaczenie, że to nazwa inspirowana była „Podróżami Gulliwera” Jonathana Swifta.

Przykładów z języka hiszpańskiego jest więcej: Chevrolet Nova przez Włochów i Hiszpanów będzie odczytany „nie jedzie” (no va), a Nissan Moco to w Hiszpanii „babol”. Szczytem językowego pudła był jednak Mitsubishi Pajero, który na Półwyspie Iberyjskim i połowie Ameryki Południowej oznaczał „onanistę”. Mitsubishi szybko naprawiło swój błąd, zmieniając nazwę Pajero na neutralnie brzmiące „Montero”.

Z powodu podobnej konotacji, Buick Lacrosse został przemianowany na Allure w Kanadzie, ponieważ w tamtejszym slangu „to cross oneself” jest eufemizmem na akt masturbacji. Taka sama sytuacja miała miejsce w Grecji, gdzie Seat Malaga brzmiał zupełnie jak greckie słowo „malaka”, oznaczające to samo, co po hiszpańsku Pajero.

Przykładów nietrafionych nazw samochodów najwięcej jest właśnie na rynkach hiszpańskojęzycznych, jednak w dobie globalizacji to sytuacja nieuchronna w praktycznie każdym kraju. I tak na przykład Peugeot w dialekcie południowochińskim oznacza prostytutkę, Opel Ascona w Portugalii oznacza prawie to samo, co słowo „cona”, a Ford Pinto, który miał być nazwą lokalną Mavericka w Brazylii, został ostatecznie Corcelem, bo okazało się, że pinto po portugalsku to „penis”.

Przykładów niewypałów spoza świata motoryzacji jest stokroć więcej.  Znane wszystkim żarówki Osram, kosmetyki Pupa śmieszą od lat Polaków.

Coś co u nas brzmi w uszach wielu klientów „zachodnio”, może rozbawić Amerykanina. Swego czasu w jednej z polskich galerii handlowych działał sklep o nazwie „the Athlete’s foot”, w którym można było nabyć obuwie przeznaczone dla sportowców. Nazwa nawet nieźle brzmiąca, ale niewiele osób wiedziało, że po angielsku nie oznaczała bynajmniej „stopy atlety”, a raczej… „grzybicę stóp”. Ewidentna pomyłka nie zagroziła jednak popularności sklepu „the Athlete’s foot”, jak dowiadujemy się ze strony internetowej firmy – prowadzi już 486 stacjonarnych sklepów w 26 krajach na całym świecie. Niezbyt długo pożył jednak brand polskiego producenta napojów „Dick Black” – może ktoś przetłumaczył właścicielom, że z taką nazwą napoju i klubu sportowego nie zrobią międzynarodowej kariery.

Na deser przypadek sprawności marketingowej z dwudziestolecia międzywojennego, kiedy w Europie sukcesy odnosiła grupa włoskich akrobatów „Fratelli Osrani”. W latach 30 odwiedzili oni Polskę, jednak ktoś życzliwy uświadomił im, co oznaczałoby ich nazwisko na plakatach. Szybko znaleziono rozwiązanie i uliczne słupy ogłoszeniowe zapraszały na występy grupy „Fratelli Orsani”

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

źródło: MotoTarget

Michał Mikulski

Michał Mikulski

Artykułów: 3

Komentarze:

Inne artykuły w tym dziale:

W jakiej kondycji jest polska motoryzacja i czy w ogóle jeszcze istnieje? Wbrew dosyć powszechnym, pesymistycznym opiniom – ma się całkiem nieźle. O inwestycjach, poczynionych w ostatnich latach można napisać książkę. Prężnie działają fabryki samochodów Fiata, Opla i Volkswagena. Za dwa lata ruszy produkcja silników w nowej fabryce Mercedesa. Rok wcześniej w fabryce Toyoty w […]

Komentarzy: 0 skomentuj »

Wiele osób mieszkających w dużym mieście nie decyduje się na posiadanie samochodu. Wygodna  komunikacja miejska umożliwia przemieszczanie się po centrum bez większego problemu, a do tego omija nas męczące stanie w korkach oraz wszystkie wydatki związane z posiadaniem własnego auta. Jednak od czasu do czasu, samochód jest niezastąpionym środkiem transportu. Wyjazd służbowy, wakacje czy przeprowadzka […]

Komentarzy: 0 skomentuj »